Wiemy, co zdrowe logo

O to, czy bycie ambitnym bardziej przeszkadza niż pomaga, pytamy Kobietę Isla - Zuzannę Przybyła

shadow illustration

Naszym kolejnym Gościem w serii wywiadów „Kobieta Isla” jest Zuzanna Przybyła - założycielka World is Your Office, przedsiębiorczyni i bizneswoman. Kogo widzę, kiedy na nią patrzę? Piękną blondynkę ze spojrzeniem i uśmiechem, który zdecydowanie ma „to coś". Ambitną i wyważoną kobietę z głową pełną pomysłów, a do tego bardzo otwartą na świat i perspektywę innych. Dziś rozmawiamy o jej biznesie, pragnieniach i obawach, które nie opuszczają ją ani na chwilę.

Prowadzenie własnej firmy to chyba przysłowiowy „ciężki kawałek chleba”?


A czy praca na etacie, często oznaczająca realizację cudzych, a nie własnych celów i marzeń nie jest ciężkim kawałkiem chleba? :) Chyba nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Dla kogoś zapewne tak, dla kogoś innego nie. Dla mnie dużo cięższy był 40-sto godziny tygodniowo etat. Pracuję na własny rachunek od prawie 5 lat. Czy na co dzień jest mi łatwo? Nie zawsze. Brakuje mi momentami poczucia bezpieczeństwa i comiesięcznej stabilnej pensji na koncie. Często też żartuję, że w prowadzeniu własnej działalności najwspanialsze jest to, że nikt ci nie mówi, co masz robić, natomiast najgorsze jest to, że… nikt ci nie mówi, co masz robić. Z jednej strony jest to cudowne, bo ma się wolność i decyzyjność, a z drugiej przez masę czasu marzę o tym, żeby ktoś za mnie pomyślał i zdecydował, bo ja NIE WIEM. Niestety nikt inny też nie wie. To wszystko mimo tego jest (przynajmniej dla mnie) tego warte!

Kiedy nastąpił ten moment olśnienia i powiedziałaś sobie: koniec pracy na etacie. Idę na swoje...

To był proces i tak naprawdę lata przygotowań, a nie nagła decyzja, ale odeszłam z korporacji w wieku 28 lat. Zawsze lubiłam mieć coś poza pracą i z ówczesnym partnerem przez dobrych kilka lat myśleliśmy o własnej firmie. Wszystko leżało jednak w strefie raczej marzeń i eksperymentów myślowych. Pierwszym realnym działaniem, które mnie popchnęło w kierunku prawdziwej zmiany było dołączenie do preakceleratora startupowego Founder’s Institute. To organizacja, która wychowuje i uczy “żółtodziobów” przedsiębiorczości od podstaw. Przez pół roku nauczyłam się przeogromnie dużo, a przede wszystkim zyskałam pewność siebie. W ramach FI założyłam następnie startup technologiczny i chęć jego rozwoju była ostatecznym argumentem za tym, aby odejść z pełnoetatowej pracy dla kogoś. Jestem autentycznie dumna z tej decyzji i mam też poczucie, że podjęłam ją w świetnym momencie życia – nie mając pewnych zobowiązań.

Co dokładnie robisz dziś i dlaczego czujesz, że to, co robisz ma przyszłość i jest ludziom potrzebne?

Od 2017 roku prowadzę firmę szkoleniowo-doradczą World Is Your Office, wyspecjalizowaną w pracy zdalnej i zespołach rozproszonych. Tak, tak! Zajmowałam się tymi tematami zanim to było modne :) Pomagamy firmom mądrze wdrażać pracę zdalną i zarządzać nią w sposób, który przynosi korzyści zarówno ludziom jak i biznesowi. Robimy to poprzez webinary, szkolenia i warsztaty (np. z budowania zaufania w zespole rozproszonym, narzędzi menedżerskich w zdalnym zarządzaniu, prowadzenia skutecznych hybrydowych spotkań, efektywności osobistej w pracy zdalnej) oraz usługi doradcze (praca nad konkretnymi wyzwaniami klienta, audyt pracy zdalnej, plan i strategia hybrydowego modelu pracy). W czasach pandemii miałam ogromne szczęście mocno rozwinąć moją działalność i rozpocząć współpracę z rozpoznawalnymi klientami takimi jak: Play, Alior Bank czy Google.

Nie mam wątpliwości, że to, co robię ma przyszłość. Praca zdalna zostanie z nami, a jej znaczenie będzie rosło. Już teraz jest bardziej standardem niż benefitem. A jednocześnie firmy i osoby nimi zarządzające wciąż nie wykorzystują w pełni jej potencjału i popełniają masę błędów, które obniżają zaangażowanie, satysfakcję pracowników i mają negatywny wpływ na wyniki biznesowe. Bardzo mnie motywuje zmiana tego stanu rzeczy, pomaganie firmom w tym, aby robiły to dobrze i były w stanie wznieść pracę zdalną na wyższy poziom, na którym biznes i ludzie “kwitną”, dzięki modelowi zdalnemu / hybrydowemu, a nie pomimo niego.

Pamiętam, że miałaś też biznes polegający na sprzedaży….skarpetek przez internet, skąd ten pomysł? Co wyniosłaś z tego doświadczenia?

Haha, tak! To był kolejny motywator do odejścia z korporacji, ponieważ początkowo prowadziłam ten sklep internetowy po godzinach. Pomysł pojawił się … na wakacjach. Podróżowałam po Korei Południowej, w której to zachwyciły mnie słodkie skarpetki ze zwierzątkami i innymi uroczymi motywami. To był 2016 rok, więc w Polsce wciąż takich produktów nie było (a raczej były, tylko dla dzieci). Wszystkie koleżanki zachwyciły się skarpetkowymi prezentami, które im przywiozłam, więc postanowiłam zrobić z tego biznes. Bardzo wsparł mnie partner, z wykształcenia koreanista, który pomógł w kontaktach z dostawcami i zbudowaniu prostego sklepu internetowego. W tym biznesie popełniłam dużo błędów, ale chyba tylko w ten sposób człowiek się uczy i za to jestem niezwykle wdzięczna. Dzięki temu tych błędów nie popełniam już w moim aktualnym biznesie. Ale poza tym CandySox (bo tak nazywał się sklep) dał mi przede wszystkim wolność – prowadziłam sklep zdalnie podróżując po Meksyku czy Tajlandii.

Były inne pomysły zanim zajęłaś się World Is Your Office?

Milion pomysłów! Zaczynając od franczyzy sklepu Oil&Vinegar, przez startup pomagający tworzyć plany podróży, aż po marketplace do outsource’owania specjalistycznych zakupów. Powiem więcej: ja codziennie mam pomysły na nowe przedsięwzięcia :) Ale myślę, że umysł przedsiębiorcy już tak działa – bez przerwy szuka szans w otoczeniu. To zarówno błogosławieństwo jak i klątwa.

Czy jesteś zaangażowana w inne inicjatywy, pamiętam, że był plan na podcast?

Nawet nie plan, bo podcast już działa! Nazywa się W czym mogę pomóc? Rozmawiam w nim z gośćmi, ekspertami z różnych dziedzin, o tym jak zwykły zajęty człowiek może mądrze pomagać w danej dziedzinie przez symboliczną godzinę tygodniowo. W końcu nie każdy z nas może rzucić wszystko i angażować się w wolontariat na pół etatu. A jednak pomagać warto – nawet przez taką symboliczną godzinę. Jak zmaksymalizować użyteczność takiej pomocy, jak robić to dobrze, czego nie robić? W tym kontekście wraz z Gośćmi, poszukuję odpowiedzi na pytania typu: Jak pomagać starszym samotnym osobom? Jak pomagać bezdomnym zwierzętom? Jak pomagać sadzić drzewa?

Kiedy mówimy o tym, że ktoś jest ambitny to bardziej postrzegamy to jako zaletę. Tymczasem myślę sobie i na pewno nie tylko ja, że bycie ambitnym może mieć swoje minusy. Jak Ty na to patrzysz, co przeszkadza Ci najbardziej?

Zdecydowanie się zgadzam z taką diagnozą – rzeczywiście, często myślę sobie, że chciałabym być mniej ambitna, bo wtedy byłabym w stanie zadowolić się bezpieczną, stabilną pracą w jakiejś korporacji. Miałabym święty spokój – mniej zmartwień o pieniądze, rozwój, strategię itp. Nie wiem, jak jest z tym u innych, ale u mnie ambicje powodują, że bardzo rzadko jestem z siebie zadowolona. Często mam poczucie, że mogłabym lepiej / szybciej / mądrzej / więcej. Podskórnie czuję, że przez ten mechanizm cieszę się życiem i sukcesami mniej niż naprawdę bym mogła.

Co napędza Cię do działania?

To bardzo zależy! Czasami jest to bliski deadline, innym razem poczucie misji albo najbliżsi. Niejednokrotnie chcę coś udowodnić sama przed sobą.

Co Cię naprawdę denerwuje, a wręcz frustruje?

Niestety najczęściej najbardziej denerwują mnie sprawy, na które zupełnie nie mam wpływu - ludzka głupota i ignorancja, polityka, szybko upływający czas. Ostatnio często wkurzam się też na siebie za niedostateczne skupienie na pracy albo na wypoczynku. Obie sfery mi się mieszają, w związku z czym ani do końca nie jestem skupiona na pracy, ani na odpoczynku. Bardzo chcę to zmienić.

Jak radzisz sobie, kiedy w życiu prywatnym się sypie, a pracować trzeba?

Czasami sobie radzę, a czasami zupełnie nie :-) Były w moim życiu momenty, w których praca była błogosławieństwem i chwilową ucieczką od problemów w życiu prywatnym, i dzięki pracy właśnie udawało mi się przetrwać. Ale 2021 rok nauczył mnie z kolei, że czasami w ogóle nie trzeba sobie radzić. Nie trzeba być twardym. Że czasem warto pozwolić sobie chwilowo się rozpaść na kawałki, nie oczekiwać od siebie za dużo, zwyczajnie sobie odpuścić. Nie można żyć cały czas na najwyższych obrotach. Tak właśnie było w moim przypadku po długiej chorobie Taty i jego śmierci.

O czym marzy Zuzanna Przybyła?

Dla świata: o mądrych ludziach u szeroko pojętej władzy, o wszechstronnej edukacji społeczeństw, rozwoju i o tym, aby świat ogólnie stawał się coraz lepszym miejscem dla wszystkich istot.

Dla najbliższych: o miłości, zdrowiu dla nich i tylko takiej ilości problemów, ile jest potrzebne, aby mogli doceniać to co dobre w życiu.

Dla siebie: ja raczej wszystko, co dla mnie ważne w życiu mam, a reszta myślę, że pojawi się w odpowiednim momencie :) Z marzeń przyziemnych to lepszy samochód, własne mieszkanie, a kiedyś domek w lesie nad jeziorem. I żeby jak najczęściej mieć to cudowne poczucie, że wszystko się zgadza – czyli, że żyję i działam w zgodzie ze sobą, i że jest tak, jak powinno być.

Książki, filmy i inne. Co czytasz, czego słuchasz i polecasz?

Czytam zarówno powieści (teraz na przykład Małe, duże Johna Crowleya) jak i książki biznesowe (aktualnie Never split the difference Chrisa Vossa). Z filmów najbardziej lubię kino psychologiczne i dobre europejskie. Ostatnio zrezygnowałam z seriali. Słucham bardzo dużo muzyki i to z całego spektrum gatunków - od ukochanych Pink Floydów przez Beethovena w wykonaniu filharmonii wiedeńskiej, aż po ciężkie mroczne techno typu Amelie Lens. No i podcasty - moje ulubione to The Tim Ferriss Show oraz Dział Zagraniczny.

Czego mam Ci życzyć?

Więcej cierpliwości. Więcej bycia tu i teraz. Nie przejmowania się rzeczami, na które nie mam wpływu. Skupienia na celu i motywacji. Aby nie myliły mi się życiowe priorytety.

Dziękuję za rozmowę!