Nie wynik na wadze, ale zdrowa, sprawna i silna kobieta - wywiad z triathlonistą, Magdaleną Fast. - Wiemy co zdrowe
Wiemy, co zdrowe logo

Nie wynik na wadze, ale zdrowa, sprawna i silna kobieta - wywiad z triathlonistą, Magdaleną Fast.

shadow illustration

Pierwszy raz rozmawiałyśmy kilka miesięcy przed zawodami. Na żywo spotkałyśmy się podczas sesji zdjęciowej, kiedy Magda została ambasadorką marki Isla. Była jak rozpędzona lokomotywa w ferworze przygotowań do mistrzostwa świata. Zastanawiałam się, jak na tą energiczną i rozgadaną kobietę wpłynie ukończenie zawodów. Czy takie osoby w ogóle się zatrzymują? Czy będzie czuła pustkę po? Czy wyznaczy sobie nowe cele, a może w końcu z ulgą odpocznie…

Zapraszam na rozmowę o miłości własnej i zdrowym egoizmie.


1. Co przede wszystkim czujesz po zawodach?


Czuję ogromną wdzięczność i wielką ulgę. Zeszła ze mnie wielopoziomowa presja w różnych aspektach. Przeciążenie kostki na miesiąc przed zawodami było dla mnie bardzo trudną lekcją. Mimo długich i kompleksowych przygotowań nie byłam najlepszą wersją siebie. Postanowiłam grać tym, co mam. Wyścig był naprawdę trudny, a sport jest bezwzględny. Tu liczą się liczby i zajęte miejsca. Nikogo nie obchodzi i nikt nie pamięta, jakie przeszkody były z tobą na starcie i w czasie wyścigu. Wszyscy pamiętają wynik. A mój mnie nie satysfakcjonował. Ukończyłam, ale nie pobiegłam.

Dopiero dwa dni później, na sobotnim wyścigu mężczyzn, podczas całodziennego kibicowania, kiedy stałam przy mecie i obserwowałam tych absolutnie wspaniałych atletów osiągających metę w tak dużym zmęczeniu i wyczerpaniu zapytałam moją mamę: "Mamo...czy ja w czwartek miałam taką samą trasę i ten sam dystans?” I wtedy do mnie dotarło. Zrozumiałam, że byłam najlepszą wersją siebie w dniu wyścigu. Podjęłam wiele dobrych decyzji by ukończyć zawody, pokonałam aktualne braki fizyczne, wzniosłam się na wyżyny wiary w siebie i panowania nad myślami. Ukończyłam Mistrzostwa Świata. Po wyścigu uświadomiłam sobie także jak bardzo byłam podporządkowana temu zadaniu. Sam fakt, że odruchowo ściągnęłam z nadgarstka swój sportowy zegarek od razu dało natychmiastowy odpoczynek od wielu monitorowanych przeze mnie wiele miesięcy danych…Ilość snu, wynik snu, tętno spoczynkowe, ilość kroków, ilość kalorii, ilość węglowodanów czy masa ciała. Odsunęłam mierzalne liczby – zanurzyłam się w emocjach i własnych potrzebach.

2. Mówi się, że po tak wysokim skoku m.in. dopaminy, może przyjść „dół” i gorsze momenty. Czy  poczułaś, że coś się skończyło? W końcu cel został osiągnięty…


Tak. Odczuwam obniżenie nastroju i świadomie staram się temu przeciwdziałać. Sam fakt zalecanego po starcie okresu roztrenowania dla regeneracji organizmu, nie przez wszystkich zawodników jest lubiany. Oczywiście aktualnie jestem aktywna sportowo, ale w dwóch formułach: dla „zdrowia i urody” i „godzina dla siebie”. Dla tej dopaminy, dla tych endorfin, dla zabawy, dla przyjemności, dla higieny umysłu i z szacunku do siebie.


3. Jaki był pierwszy krok, który podjęłaś, aby zawalczyć o siebie? 


Ja jestem niewolnikiem własnych wizji. Mam mocne priorytety wewnętrzne, które według mnie muszą być spełnione. I siebie sama nimi terroryzuje. Stąd ciągłe poczucie, że za mało, za wolno, niewystarczająco, że jeszcze to bym chciała zrobić, a to muszę zapewnić, załatwić. Taki nadbieg. Zmęczenie narastało, a wszystko było podporządkowane potrzebom…ale nie moim. Tych własnych nie znałam. Moje postanowienie Noworoczne w 2017 brzmiało: „Spróbuj robić mniej”.

4. Czy musiałaś nauczać się prosić o pomoc? 


Jeśli chce się robić mniej samodzielnie to nie znaczy, że obowiązki znikają. Trzeba zacząć prosić o pomoc, dzielić się zadaniami, delegować i powoli tworzy się przestrzeń dla samej siebie, a jednocześnie otoczenie nabywa samodzielności, buduje nowe relacje. To sytuacja win-win.

5. Czy czułaś czasem wyrzuty sumienia, że zamiast zajmować się w pełni pracą i rodziną przygotowujesz się do zawodów? 


Mam wyrzuty sumienia jaką obierałam kolejność. Pracy nie pozwoliłam sobie odpuścić, ale rodzina mogła poczekać, zrozumieć, wytrzymać, poradzić sobie. Naturalnie starałam się to równoważyć na bieżąco, ale to się nawarstwiało. Te wyrzuty i tęsknota – szczególnie za dziećmi były głównym powodem decyzji o urlopie bezpłatnym w pracy na czas przygotowań do Mistrzostw. Od stycznia możliwie wszystkie treningi wykonywałam w czasie, gdy syn i córka byli w szkole lub na zajęciach dodatkowych. Czułam się z tym fair.

6. Czym dla Ciebie jest zdrowy egoizm i miłość własna? 


Z moją naturalną tendencją do pędu, takiego nadbiegu ja ciągle pracuję nad tymi zagadnieniami. Czasami wydaje mi się, że biegnę w tę narzuconą przez siebie zadaniowość, a nie mam czasu spojrzeć czy w ogóle mam dwie nogi i w jakim one są stanie. To mocna przenośnia, ale to trudna w tych czasach umiejętność – zatrzymać się tylko nad sobą i zadać sobie pytanie: Co jest dla mnie dobre? Czy umiem stawiać granice?  Ile robię dla siebie, a ile dla innych? Czy nie uciekam przed konfrontacją ze sobą? 

7. Czy był taki moment, kiedy poczułaś się ze sobą naprawdę dobrze? Pokochałaś się w pełni?


Te legendarne 40 urodziny są jednak przełomowe. Przestałam się zamartwiać drobiazgami, złapałam dystans do swojego wyglądu. Zmieniły się priorytety. Nie wynik na wadze, ale zdrowa, sprawna i silna kobieta. Z dobrym poziomem żelaza, prawidłową morfologią, cytologią i profilaktyką zdrowotną wykonywaną systematycznie. Nie kolejny lepszy podkład, ale wyspana i dotleniona cera bez makijażu. Oczywiście wciaż lubię się wyszykować, ale nie jestem codziennym niewolnikiem rytuałów stylizacyjnych jak kiedyś. I nie chodzi o to, że ja kogoś tu oceniam, czy ma zawsze wyprostowane włosy czy kreskę na oku. Chodzi mi o mój wybór i akceptację samej siebie w każdej wersji jaką sobie wymyślę lub jakiej aktualnie potrzebuję. To mnie cieszy. I coraz częściej odczuwam wdzięczność.


8. Jak według Ciebie można wyrobić nawyk dbania o siebie?


Zależy z jakiego poziomu startujemy. Jeśli masz cel, jeśli widzisz sens, to nawet jak jest ciężko – idziesz na całość. I fajnie, jeśli baterie jeszcze trzymają. Dlatego dla jednych dbanie o siebie może dotyczyć czysto fizjologicznych potrzeb organizmu jak sen, nawodnienie i rozsądne odżywanie, a dla innych będzie to potrzeba rozwoju. Jeśli jesteś przekonany, że dany nawyk czy zmiana jest dla Ciebie dobra to z szacunku do siebie znajdziesz sposób. 

9. Co dziś przeszkadza Ci w Tobie samej, a co nauczyłaś się akceptować i kochać?


Przeszkadza mi perfekcjonizm, który pociąga za sobą prokrastynację. To dotyczy niektórych kategorii moich działań. Może wydaje się to niespójne, bo jestem dobrze zorganizowana, ale są zadania, które odkładam, gdyż nie są jeszcze na tyle doskonałe, żeby ujrzeć światło dzienne albo czekam na idealny moment. Zaakceptowałam swoją wrażliwość i nie postrzegam jej już jako słabości. Nauczyłam się nazywać blokujące mnie przekonania i je pokonywać. W tym wielowymiarowym rozwoju, w drodze do ironman dałam sobie prawo do wielu rzeczy i z tego jestem najbardziej bardzo dumna.